Jak przeżyłem odprawę…

Dlaczego warto zamawiać bilety bezpośrednio u przewoźnika, a nie u pośredników?

Zwróciłem uwagę, że zwykle u pośredników są niższe ceny biletów niż na stronach przewoźników. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę, że podczas rejestracji pojawia się informacja dotycząca dodatkowej opłaty transakcyjnej. Koszt biletu znacznie więc wówczas wzrasta. Zauważyłem też, że na stronach przewoźnika ceny zmieniają się niemal z chwili na chwilę. Przy odrobinie szczęścia możemy natrafić na piękną okazję – pod warunkiem, że nie będziemy celować w konkretny dzień. System może zasugerować, że jesteśmy zainteresowani szczególnym terminem i podwyższy cenę. Zdarzają się również przypadki, kiedy np. 2 tygodnie przed planowanym odlotem ceny mogą jeszcze bardziej spaść.

Mnie udało się kupić bilet bezpośrednio ze strony ryanair.com za 69 zł z Gdańska do Leeds w Wielkiej Brytanii. Oczywiście zrezygnowałem z wszelkich dodatkowych opcji typu bagaż, miejsce na nogi czy pierwszeństwo przy wejściu na pokład. Nie kupiłem też ubezpieczenia licząc, że gdzieś po drodze nie trzasnę w brzozę, ale moja siostra stwierdziła, że mogę być o to spokojny pod warunkiem, że nie będzie leciał jakiś polityk ;) Warto to jednak wziąć pod uwagę, jeśli zdarzy się nam nie polecieć np. z powodu naszej choroby, a ceny biletów nie były niskie. Wówczas przysługuje nam zwrot kosztów. Skorzystałem też z promocji dowozu ekspresowym busem, co zajęło mi 1,5 godzin jazdy bezpośrednio z Ostródy, aż do lotniska za 30 zł. Muszę przyznać, że wylot tuż przed wielkanocnymi świętami należał do bardzo tanich i udanych :)

Odprawa i cel podróży…

Niektórzy pukają się w głowę po co się śpieszyć, skoro od odprawy aż do wylotu mamy jeszcze kilka godzin zapasu. Teoretycznie tak. Według polskiego zwyczaj połowa ludzi pcha się jednak jak bydło, byleby mieć najlepsze miejsce. Mnie się udało, bo byłem piąty w kolejce, ale już traciłem cierpliwość ze względu na 4-osobową rodzinkę, która stała przede mną. Ich obsługa zajęła aż 15 minut. Pocieszam się jednak, że było szybciej niż do kina w Multikinie ;). Mnie to zajęło 5 minut, bo nie miałem bagażu rejestrowanego. Nie chciano też ważyć ani zmierzyć torby podręcznej. Jedynie wydrukowali mi bilet pokładowy, bo moja drukarka podobno zrobiła to jakoś nieczytelnie. Na początku ogarnął mnie lekki niepokój na myśl o cenniku wydruku na lotniskach, ale na szczęście mnie to nie dotyczyło. Płacą ci, którzy po prostu nie mają odprawy online przy sobie.

Kontrolę bagażową przeszedłem bez problemu w przeciągu 15 minut. Mimo że byłem pozytywnie nastawiony do wszystkich, to jednak na widok urzędników celnych z kamienną twarzą odechciewa się śmiać. Tutaj masz się przecież bać. I o to właśnie chodzi. Widzą jakiś niepokój, zdenerwowanie, to nie ma zmiłuj się, przetrzepią na dobre czy przez przypadek nie pominęli kurzu. Na szczęście, ja nie musiałem zdejmować butów ani wyciągać karty pamięci z kurtki czy halsa z kieszeni, bo to wszystko przeszło bez marudzenia.

Na pytanie, czy mam leki bądź żywność odparłem, że tylko leki. A jak spytali czy są w płynie to bez zastanowienia odpowiedziałem „nie” i dopiero po fakcie zajarzyłem, że jednak mam tubki w żelach. Zauważyłem jedną ciekawostkę podczas kontroli innych osób. Otóż, jeżeli ktokolwiek ma coś w płynie, nawet mleko dla dziecka czy leki, to jakaś część idzie na stratę, bo wszystko pobierają do próbek. Czas sprawdzenia w specjalistycznym sprzęcie nieco się wydłuża.

Przechodząc do kolejnej kontroli, stanąłem w kolejce do urzędnika sprawdzającego dokumenty i po krótkiej obserwacji doszedłem do wniosku, że wolę czekać po lewej stronie do pani, niż do gostka, który miał taką minę jakby miał nas deportować do kamieniołomów ;). Pani uśmiechnęła się do mnie i spytała dokąd lecę. Zmieszany odpowiedziałem: „Ja? Do Anglii.”. Potem z pośpiechem dodałem, że Leeds – chyba tak się mówi albo i pisze. Odparła, że jest szansa, bo kolega obok puszcza tylko do Hiszpanii. Na to z radością spytałem się czy nie może jeszcze raz sprawdzić, bo może jest błąd na bilecie i nie wiem, czy dobrze lecę. Roześmiała się i powiedziała, że innym razem.

Dalej przechodzimy przez sklep wolnocłowy, gdzie można kupić choćby wódkę na znieczulenie bólu w trakcie lotu, tylko musimy mieć świadomość, że ceny są dużo wyższe niż w zwykłych sklepach. Przez chwilę zastanawiałem się czy kupić Colę, ale doszedłem do wniosku, że jednak powinienem wytrzymać bez pica przez dwie godziny i tak też zrobiłem.

Po pół godziny oczekiwania i podziwiana startów oraz lądowań, na widok obsługi grzecznie stanąłem w kolejce. Chwilę po wezwaniu za mną stanęło już ponad 40 osób. Ponowne sprawdzenie paszportu z danymi w bilecie i znak, że wszystko jest w porządku.

Schodami na dół, kolejne 5 minut czekania i w końcu szybkim krokiem idziemy do samolotu, by wsiąść. Wcześniej przypomniałem sobie, że lepiej skorzystać z tylnego wejścia do samolotu. Hinduska przywitała mnie po angielsku i zająłem dobre miejsce przy oknie.

Pozostało jedynie czekać na start i lądowanie, a jak to przeżyłem? Co z laptopem i czemu warto mieć paszport, a nie dowód osobisty? Dlaczego warto kupić wodę i cukierki na lot? O tym napiszę już za dwa tygodnie, a w najbliższym wtorku napiszę parę słów na temat wypraw rowerowych na Górę Dylewską ;)

 

Autor: Luc Chives

Wybredny i wredny pasjonat fotografii, miłośnik otaczającego piękna malowanego światłem, lubiący uchwycić emocjonujące chwile. A także podróżnik i miłośnik urbex'u. Nie są mu obce koncerty, festiwale, mroczne, opuszczone miejsca i zagraniczne wojaże, które mają coś wspólnego z ciekawą, zapomnianą historią...

Udostępnij ten post