Presja…

Doszedłem do takiego stanu, że zacząłem spostrzegać bardziej drobiazgowe sprawy, takie jak sposób bycia czy zachowanie innych osób. Zauważyłem, że nieustannie spotykam coraz młodszych ludzi, którzy z jakiegoś powodu odmawiają sobie prawa do istnienia. Kiedyś też byłem taki zależny. Teraz widzę, że inni coraz bardziej dosłownie biorą do siebie słowa dotyczące akceptacji czy opinii, dając do zrozumienia, że chcą przeprosić za każdy własny oddech. Nie trzeba być wzrokowcem, żeby wypatrzyć takich ludzi wśród tłumu, który co dzień mijamy. Niektórzy mają zwrócony wzrok w inną stronę, są tak wystraszeni, że aż dają się zauważyć.

Ilekroć wstaję każdego dnia, moje pierwsze myśli wędrują w stronę zegarka. Jeżeli nie mam czasu, tym lepiej dla mnie, bo mam konkretny cel, zadanie, nie myśląc o poczuciu własnej wartości. Gorzej będzie, jak ktoś odczuwa nadmiar czasu. Wówczas coraz bardziej potęguje swoje myśli i odkrywa w sobie deficyt wiary w siebie. Widać, że w mniejszym czy większym stopniu każdy nosi wewnątrz tę ułomność. Mamy żal do świata, że nikt nie dołączył instrukcji obsługi jak z tym żyć i z dnia na dzień coraz bardziej kolekcjonujemy w sobie porażki codzienności własnego życia.

Każdy z nas ma jakiś poziom życia. Jedni cieszą się, że skończyli szkołę, bez problemów zdali maturę. Inni mają stateczną pracę, są kierownikami czy prezesami korporacji, mają rodzinę, ale również są tacy, którzy oddali się w wir nieznanych przygód i zdobywają np. szczyty gór w Indiach. Wszystkich jednak łączy jedna rzecz, a mianowicie, że są trochę zranieni przez życie, lecz nikt się do tego nie przyzna, bo kto w dzisiejszych czasach w ogóle się do czegoś przyznaje?

Strach przed oceną innych kuje w oczy. Przed różnymi osobami gramy inne role i nie mamy gotowości przyjąć porażkę. Brak nam pewnej świadomości, czyli fundamentalnego przekonania, że nasze życie nie należy do innych, że nie funkcjonujemy, aby dorastać do czyichś oczekiwań. Co najważniejsze, musimy wziąć za to życie odpowiedzialność. Także jeśli chcę się czuć komfortowo, muszę podjąć pewne działania, bo nie sposób funkcjonować w oparciu o nieustanną krytykę.

Nikt nie chce przyjąć do świadomości, że przez takie postępowanie idziemy ku destrukcji, a dokładnie do wewnętrznej porażki. Bywa, że ktoś jest stanowczy i np. obraża nasze wartości. Stajemy się np. ofiarą związku mającego dać nam szczęście na lata, zdradzamy własne uczucia w obawie, że możemy wypaść źle i co dalej robimy?

Bywa, że odpuszczając na chwilę taką sytuację, czujemy się komfortowo. Nie wchodząc z kimś w konfrontację, po prostu zapominamy o całym zdarzeniu. Tylko w głowie zostaje kolejna wyrwa, że jednak odpuściliśmy, zrezygnowaliśmy z czegoś, co mogłoby być dla nas ważne. Nie boimy się konsekwencji własnego, świadomego wyboru, lecz jesteśmy kierowani strachem przed odrzuceniem, agresją i oceną płynącą ze strony innych osób.

Dlatego ważne jest, aby przełamać ten schemat, przekroczyć własne ograniczenia, nawet gdyby miało to przynieść upokorzenie, dłuższą dyskusję czy nawet niepewność. Robimy to w obronie swojej przestrzeni. Każdy zaczyna od różnych punktów startowych, gdzie zresztą stan posiadania, pracy, wykształcenia, umiejętności nie mają dla nas znaczenia. Lecz najważniejsze są konkretne cele, jakie obraliśmy. Taki moment i takie uczucie, kiedy możemy się zatrzymać, popatrzeć przez ramię, uczciwie, bez presji ze strony innych osób. Po prostu przyznać się, że dzisiaj jestem trochę innym człowiekiem…

 

IMG_2014_03_30_18_09_23_7868w

 

Autor: Luc Chives

Wybredny i wredny pasjonat fotografii, miłośnik otaczającego piękna malowanego światłem, lubiący uchwycić emocjonujące chwile. A także podróżnik i miłośnik urbex'u. Nie są mu obce koncerty, festiwale, mroczne, opuszczone miejsca i zagraniczne wojaże, które mają coś wspólnego z ciekawą, zapomnianą historią...

Udostępnij ten post