Bezstresowa nauka…

Pierwszy dzień szkoły już wszyscy mają za sobą. Tuż po zakończeniu tych wstępnych zajęć lekcyjnych widzę, jak wiele mi znanych, czy nieznanych osób ciska swoje żale na portalach społecznościowych czy nawet najbardziej popularnym instagramie. Tutaj wszystko można się dowiedzieć, począwszy od momentu, co ludzie odczuwają przekraczając próg szkoły, a kończąc na narzekaniu dotyczącym najbardziej nielubianych, znienawidzonych przedmiotów, z którymi przyszło się im zmagać.

No właśnie, pytanie czy sam przedmiot sieje terror wśród młodych czy może jednak nauczyciel?

Przeglądając różne plany zajęć, nadal nie mogę wyjść z podziwu jak trzeba naginać czasoprzestrzeń, aby nadrobić wszelkie zaległości, nie tylko z bieżącego materiału, ale również z ostatnich dni, bo okazuje się, że w mamy dodatkowy bonus w formie kilku klasówek, prac domowych czy kartkówek. Jak to jest, że 8-letni uczeń może mieć kilkugodzinną lukę w planie zajęć, a zaczyna lekcje dopiero o godzinie 12 i kończy o 16? Jeszcze trochę, a podstawówka wprowadzi wieczorne nauczanie. W gimnazjach oraz w liceach z roku na rok biją rekordy liczby zajęć. Osiem godzin staje się normą, nie licząc, że maturzyści mają dodatkowe zajęcia obowiązkowe, różne kółka, korepetycje, co daje wrażenie, że uczeń spędzi minimum 10 godzin w szkole. A co z osobami, które dojeżdżają? Bo ja traciłem na sam dojazd 2 godzinny dziennie!

Wszystko byłoby super. Według mnie mogą wprowadzić nawet dużo większą ilość zajęć pod warunkiem, że byłyby z tego konkretne efekty. Dobrze byłoby opanować wiedzę z jednego przedmiotu, a potem odetchnąć chwilę przed pójściem spać. Ale tak nie jest i wcale się nie dziwię, że licealiści na co dzień zachowują się jak studenci tuż przed sesją, zarywając noce, byleby się wyrobić z bieżącym materiałem.

W piątek 27 czerwca potwierdziły się najgorsze plotki. Niemal jedna trzecia maturzystów nie zdała. Fakt, że taka porażka nie przekreśla dalszej nauki ani to nie jest żaden wstyd, lecz przez takie wyniki znowu kolejny raz zmieniają się programy, podejście nauczycieli, którzy nakładają coraz więcej zajęć, więcej materiałów czy wymagań licząc jednocześnie, że powinny być efekty. Jedno jest jednak pewne, w przyszłym roku na pewno nie będzie łatwiej.

Lubię naukę i naprawdę żałuję, że nie zaszedłem daleko. Choćbym chciał nadrobić swoje zaległości to wiem, że niestety już nie zdołam uzupełnić braków wiedzy, ale wiem jedno – mając konkretny zawód, mogę dużo więcej zarobić niż humanista z magistrem, który zasila ogromne rzesze bezrobotnych.

Dlaczego nie zaszedłem tak daleko? Ogromnym błędem ze strony nauczyciela bywa demotywowanie uczniów, sprawianie wrażenia, że są do niczego, beznadziejni, nie zdołają zdać matury. Mój czas liceum był istnym horrorem, najgorszym przeżyciem w życiu. Ci, którzy wykazali się dostateczną wiedzą i cierpliwością wiedzieli jak złamać stereotyp, że matematyka dla humanisty to czarna magia, więc najlepszy nauczyciel sprawi, że uczniowie będą z przyjemnością rozwiązywać zadania. Miałem takich nauczycieli i nawet w przedmiotach ścisłych z powodzeniem dostawałem najwyższą ocenę, więc wcale nie było zdziwieniem, że na koniec szkoły mogłem mieć nawet sześć czy osiem szóstek. Ale byli też tacy, chociażby z matematyki czy z polskiego, którzy wręcz mnie poniżali, za brak obecności wystawiali jedynki ignorując usprawiedliwienia. Nawet składali mi ofertę, że dostanę lepszą ocenę i zdam klasę, pod warunkiem, że zrezygnuję z matury…

Jestem za tym, aby dzieci i młodzież wysyłać do prywatnych szkół, bo miałem przyjemność być świadkiem jak najlepsi profesorowie czy doktorzy z różnych wyższych uczelni bezstresowo zapoznawali z tajnikami nauczania, sprawiając wrażenie, że całki czy macierze w liceach są do opanowania. I co najważniejsze, kultura! Nie ma rozmów w trakcie lekcji, przekleństw, poniżania, wzywania rodziców. Po prostu niektóre szkoły potrafią wprowadzić rygor i w konsekwencji da się jednak połączyć przyjemność z nauką.

I niech ktoś mi powie, jak tutaj bezstresowo się uczyć?
 

IMG_2014_09_03_12_21_01_8686w

IMG_2014_09_03_12_23_30_8690w

IMG_2014_09_03_12_24_50_8692w

 

Autor: Luc Chives

Wybredny i wredny pasjonat fotografii, miłośnik otaczającego piękna malowanego światłem, lubiący uchwycić emocjonujące chwile. A także podróżnik i miłośnik urbex'u. Nie są mu obce koncerty, festiwale, mroczne, opuszczone miejsca i zagraniczne wojaże, które mają coś wspólnego z ciekawą, zapomnianą historią...

Udostępnij ten post